Dokładnie 30 lat temu, czyli 7 lipca 1996 r. juniorzy Zagłębia Lubin prowadzeni przez trenera Michała Lewandowskiego i trenera koordynatora Tadeusza Wiśniewskiego zdobyli srebrne medale Mistrzostw Polski ulegając w finałowym dwumeczu Wiśle Kraków.
Oczywiście to nie był pierwszy sukces tej grupy zawodników i trenerów, bo trzeba im oddaj, że rok wcześniej jako juniorzy młodsi wywalczyli brązowe medale Mistrzostw Polski.


Zanim doszło do finałowego dwumeczu z Wisłą Kraków juniorzy Zagłębia Lubin wygrali rozgrywki klasy międzyokręgowej i zmierzyli się z Wratislavią o tytuł mistrza makroregionu dolnośląskiego. Zwycięstwo z wrocławskim klubem otworzyło bramy do półfinałów Mistrzostw Polski.


Daniel Dudkiewicz – „Wygrane baraże kompletnie zaskoczyły włodarzy klubu. Pamiętam, jak dwa dni przed wyjazdem na Mistrzostwa Polski załatwiali nam dresy, żeby przynajmniej jakoś wyglądać. Kupili dresy jasnoniebieskie z żółtymi wstawkami, na których, jak popadał deszcz, robiły się plamy. Na szybko kupowaliśmy też buty do grania, oczywiście za swoje, bo Zagłębie było biedne. Powiem szczerze, że wyglądaliśmy jak pastuchy przy drużynach, z którymi graliśmy w Mistrzostwach Polski. Do MP każda drużyna była przygotowana, ubrana od stóp do głów, masażyści, odżywki a my nic. Pamiętam, że trener za własne pieniądze kupował witaminy i rozrabiał je nam z wodą. Trener robił również za masażystę, ponieważ intensywność meczów była sprinterska”.
W dniach 23-27 czerwca 1996 r. juniorzy Zagłębia Lubin wyjechali do Białegostoku na mecze półfinałowe. W grupie rywalizowali z MOSP Białystok, Górnikiem Zabrze i Pogonią Szczecin. Nasza drużyna wygrała dwa mecze po 2:0 z Górnikiem Zabrze i Pogonią Szczecin oraz zremisowała po 1 z MOSP Białystok. Liderem grupy zostało Zagłębie Lubin z siedmioma punktami i bilansem bramek 5-1.












Tak wspomina ten dwumecz Daniel Dudkiewicz „Finał to był dwumecz. Pierwszy graliśmy u siebie i przegraliśmy 0:2. W rewanżu w Krakowie wygraliśmy 1:2 i tym sposobem zostaliśmy wicemistrzami Polski. Po meczu byliśmy załamani, ale wiedzieliśmy, że w następnym sezonie odejdzie tylko dwóch zawodników Kijewski i Ujek, którym kończył się wiek juniora, więc Mistrzostwo Polski będzie nasze. Niestety nasze losy potoczyły się w innym kierunku. Klub, zamiast w nas inwestować, poczuł możliwość „zarobienia pieniędzy”.


Skład drużyny wicemistrzów Polski: Maciej Kijewski, Adam Buczek (kapitan), Bartosz Sambor, Daniel Dudkiewicz, Jarosław Stec, Jacek Maciorowski, Mariusz Lewandowski, Ernest Chudek, Grzegorz Waszkiewicz, Rafał Apolinarski, Marek Poraszka, Mirosław Pachowicz, Tomasz Bożyczko, Tomasz Szewczuk, Tomasz Popiel, Artur Juszkaluk, Łukasz Łagoda, Mariusz Ujek i Marcin Kocik. Trenerem był Michał Lewandowski, a trenerem koordynatorem Tadeusz Wiśniewski.
30 lat od zdobycia srebrnych medali Mistrzostw Polski Juniorów drużyna spotkała się znowu. W rodzinnej atmosferze, przy grillu, wspomnień i anegdot było tyle, że powstała by całkiem ciekawa książka…

Zapraszam również na kilka wypowiedzi bohaterów tamtych wydarzeń, którzy wspominają swoje odczucia z perspektywy 30-lat.
Zdobywając srebrny medal 30 lat temu co czuliście? Jakie emocje Wam towarzyszyły?
Trener Michał Lewandowski: Mimo upływu wielu lat chciałbym podziękować wszystkim za bardzo dobre spotkanie. Miło było powspominać stare czasy i porozmawiać o teraźniejszych sprawach oraz życiu moich zawodników. Cieszę się, że wyrośli na dobrych ludzi, prowadzą swoje firmy, są trenerami i byli zawodnikami grającymi na najwyższych szczeblach rozgrywkowych w Polsce oraz reprezentowali kadry wojewódzkie i Polski. Dzisiaj wielu z nich kształtuje młodzież i daje przykład w niższych ligach lub jest związana z piłką nożną w innej formie. Wracając do emocji i finałowego dwumeczu to był wielki sukces naszej młodzieży. Pamiętać należy, że praktycznie ta sama drużyna zdobyła rok wcześniej, w 1995 roku brązowy medal. Poszliśmy za ciosem i opłaciły się ciężkie treningi i determinacja.
Adam Buczek: Myślę że na początku wszyscy byliśmy smutni i rozczarowani bo to co wydawało się na początku jakimś marzeniem w pewnym momencie było na wyciągnięcie ręki. I jak to bywa wtedy bardzo boli ale trzeba podkreślić, że rok wcześniej był brąz w juniorach młodszych. Po latach można powiedzieć, że zrobiliśmy krok do przodu.
Daniel Dudkiewicz: Finał to był dwumecz. Pierwszy graliśmy u siebie i przegraliśmy 0:2. W rewanżu w Krakowie wygraliśmy 1:2 i tym sposobem zostaliśmy wicemistrzami Polski. Po meczu byliśmy załamani, ale wiedzieliśmy, że w następnym sezonie odejdzie tylko dwóch zawodników Kijewski i Ujek, którym kończył się wiek juniora, więc Mistrzostwo Polski będzie nasze. Niestety nasze losy potoczyły się w innym kierunku. Klub, zamiast w nas inwestować, poczuł możliwość „zarobienia pieniędzy”.
Marek Poraszka: Byliśmy wtedy młodymi chłopakami z pasją, miłością do piłki, bez zawiści, z czystą rywalizacją. Wtedy nie było nagonki na internet, socialmedia. Myśleliśmy tylko o treningach i o meczu na weekend.
Bartek Sambor: Na początku na pewno czułem się zawiedziony, że „tylko srebro”, dopiero jak człowiek ochłonął to uświadamia sobie jak wielki sukces to był. Czułem dumę i satysfakcję, że codzienna ciężka praca na treningach ma sens i przynosi efekty.
Łukasz Łagoda: Dla mnie jako zawodnika była to wielka duma i radość mimo, że w meczach finałowych nie byłem podstawowym zawodnikiem. Bezpośrednio po meczu był niedosyt i piłkarska złość, ale to normalne po porażce. Zawsze trzeba czasu żeby ochłonąć. Generalnie zdobycie rok wcześniej brązu i następnie srebrnego medalu było zwieńczeniem naszej ciężkiej pracy i „dobrych roczników”.
Jak do Waszego sukcesu podeszli klubowi działacze?
Trener Michał Lewandowski: Klubowi działacze to widzieli moich juniorów tylko wtedy jak trzeba było ich sprzedać lub wypożyczyć i można było zarobić pieniądze. Pamiętam taką sytuację z trenerem Strejlauem, że zaproponował nam rozegranie sparingu z pierwszą drużyną na boisku treningowym na żużlu. Wtedy mógł widzieć moich chłopców w akcji. Po jednym z takim meczów kontrolnych zauważono m. in. Mariusza Lewandowskiego. Trener Strejlau się pytał dlaczego nie był z nimi na obozie przygotowawczym i zaprosił go na treningi z pierwszą drużyną. Wielu chłopców musiało odejść z klubu ze względu na politykę transferową działaczy i ściąganiu w miejsce lubińskich chłopców innych zawodników z całej Polski.
Adam Buczek: Hmm byłem tylko zawodnikiem, młodym chłopakiem, który miał 18 lat. Dla mnie osobiście ważniejsza była moja i kolegów satysfakcja oraz radość i wsparcie trenerów i rodziców. Pamiętam, że dostaliśmy ortaliony od klubu. Zagłębie Lubin to był nasz klub i tylko to się liczyło. My w 90% byliśmy chłopakami z lubińskich podwórek.
Daniel Dudkiewicz: Wygrane baraże kompletnie zaskoczyły włodarzy klubu. Pamiętam, jak dwa dni przed wyjazdem na Mistrzostwa Polski załatwiali nam dresy, żeby przynajmniej jakoś wyglądać. Kupili dresy jasnoniebieskie z żółtymi wstawkami, na których, jak popadał deszcz, robiły się plamy. Na szybko kupowaliśmy też buty do grania, oczywiście za swoje, bo Zagłębie było biedne. Powiem szczerze, że wyglądaliśmy jak pastuchy przy drużynach, z którymi graliśmy w Mistrzostwach Polski. Do MP każda drużyna była przygotowana, ubrana od stóp do głów, masażyści, odżywki a my nic. Pamiętam, że trener za własne pieniądze kupował witaminy i rozrabiał je nam z wodą. Trener robił również za masażystę, ponieważ intensywność meczów była sprinterska.
Marek Poraszka: Wtedy był kiepski program rozwoju młodzieży. Ze strony działaczy mogliśmy tak na prawdę liczyć na sprzęt i ewentualne obozy sportowe. Nawet jeśli mieliśmy pojedyncze treningi z pierwszą drużyną, nic z tego nie wynosiliśmy. Po zdobyciu wicemistrza Polski pozwolono nam zatrzymać dresy klubowe oraz otrzymaliśmy uścisk dłoni wojewody legnickiego.
Mimo braku warunków takich jak mają teraz chłopcy w naszej lubińskiej akademii potrafiliście osiągać sukcesy i to dwa razy z rzędu? Co lub kto na to wpłynął? Jaka atmosfera panowała między drużyna a trenerem?
Trener Michał Lewandowski: Mimo braku dobrych boisk potrafiliśmy osiągnąć wielki sukces i to dwa razy z rzędu, bo w 1995 r. jako juniorzy młodsi zdobyliśmy brązowe medale, a rok później wicemistrzostwo Polski. Graliśmy i trenowaliśmy m. in. na żużlowym boisku, czyli obecnym parkingu żużlowym przy wjeździe na stadion. Nie było wtedy Akademii i pięknej infrastruktury, ale byli ludzie, którzy odwiedzali każde podwórko i turnieje szkolne. W drużynach juniorskich Zagłębia większość stanowili chłopcy z Lubina lub z regionu. To było siłą tego klubu. Dlatego uważam, że w naszym mieście powinno powstać kilka boisk pełnowymiarowych, że sztuczną nawierzchnią żeby mieszkańcy miasta mieli możliwość grania i trenowania. Patrząc na miejską infrastrukturę stwierdzam, że jest uboższa niż w okolicznych wioskach
Adam Buczek: Trochę lat minęło ale jestem przekonany, że mieliśmy bardzo dobrych trenerów. Po drugie – dużo chłopaków znało się po 3 nawet 4 lata ( zgrana paczka ludzi ) a i warunki w klubie (pamiętajmy zupełnie inne czasy) były ok – choć grało się na ziemi lub żużlu.
Marek Poraszka: Ogromny wpływ mieli na to trenerzy, Michał Lewandowski był w zasadzie jak ojciec. Nie było twardej ręki, taktyka też trochę leżała, a mimo wszystko potrafiliśmy razem to wszystko scalić w jedność. Oczywiście wcześniej trener Janusz Stańczyk, trochę głośniejszy na linii bocznej. Obaj potrafili porozmawiać z każdym z nas z osobna. Każdy z nas był wtedy w szkole średniej i czasem ciężko było to wszystko pogodzić. To była piękna i długa przygoda z piłka nożną. Nauczyła mnie dyscypliny, rywalizacji, jak również odpowiedzialności za siebie i innych kolegów z drużyny.
Bartek Sambor: Od trenerów i ludzi związanych z naszą drużyną juniorów czuło się wsparcie i była między nami więź. Świadczy o tym fakt, że po 30 latach jesteśmy w stanie się spotkać i wspólnie spędzać czas. Myślę, że jest to wyjątkowe.
Łukasz Łagoda: Drużyna to był kolektyw, bez mega gwiazd, ale z zawodnikami, którzy potrafili w odpowiednim czasie się wybić i zrobić fajne kariery w polskiej piłce, z Mariuszem Lewandowskim na czele. Najbardziej cieszy mnie fakt, że drużyna była złożona z chłopaków z Lubina i okolicy. Dzisiaj już jest to raczej nierealne.
Panowie dziękujemy za Wasze sukcesy i oby każdego roku w tak miłej i rodzinnej atmosferze mogły się odbywać kolejne spotkania.