Marek Gawryszewski

Marek Gawryszewski ur. 25 stycznia 1958 w Świdnicy. Wychowanek Polonii Świdnica. Obrońca w swojej karierze reprezentował Piasta Nowa Ruda, Zagłębie Wałbrzych, Zagłębie Lubin, Górnik Wałbrzych, Metal Kluczbork, Spartę Świdnica i KP Wałbrzych. 

Marek Gawryszewski w 1987 roku
Marek Gawryszewski w 1987 roku. Zdjęcie autorstwa Ryszarda Wyszyńskiego.

Jak trafił Pan na treningi do Polonii Świdnica?

Przez przypadek. Tak mogę powiedzieć, bo koledzy mnie zaciągnęli – i to dosłownie – na stadion Polonii, ponieważ ciągle obiecywałem dookoła, że przyjdę. I tak to się zaczęło.

Jak pokonywał Pan w Polonii kolejne szczeble?

Dosyć szybko wspinałem się w hierarchii klubowej, bo z trampkarza przez juniora w ciągu 2,5 roku trafiłem do pierwszej drużyny w wieku 16 lat. W Polonii Świdnica grałem do 1976 roku. Moim pierwszym trenerem i wychowawcą był Henryk Tołłoczko. W seniorach trenował mnie Stanisław Rymsza.

Wielki szacunek miałem też do Kazimierza Sasnala, który był wielkim piłkarzem oraz rozpoznawalną postacią na Dolnym Śląsku. Grał jeszcze z moim tatą Aleksandrem. Nauczyłem się od niego bardzo wiele, bo zawsze służył mi pomocą i radą. Wrył mi się w pamięć mecz w Oławie z Moto Jelczem. Była to solidna drużyna, w której grali nietuzinkowi zawodnicy. Bardzo się stresowałem tym pojedynkiem, ale po meczu okazało się, że niepotrzebnie.

Jak trafił Pan do Piasta Nowa Ruda?

Rozegrałem mecz w lidze juniorów w Nowej Rudzie przeciwko Piastowi i wyszło mi super spotkanie. Działacze mnie zapamiętali i otrzymałem propozycje zasilenia ich szeregów.

Miałem tam trzech trenerów, ale jednego będę pamiętał zawsze. Myślę, że tak samo jak moi koledzy z drużyny. Tym trenerem był były zawodnik Górnika Wałbrzych, Werner Krauczyk. Nauczył mnie bardzo ciężkiej pracy, co przyniosło skutek w następnych latach. Był bardzo wymagającym trenerem, opierającym swoje przygotowania na bieganiu i sile fizycznej.

W 1979 roku wybrał Pan ofertę Zagłębia Wałbrzych. Dlaczego spędził Pan tam tylko pół roku?

Ciężka praca na treningach w Piaście zaowocowała przejściem jesienią 1979 roku do Zagłębia Wałbrzych, w którym spędziłem tylko pół roku. Okazało się, że trener Tadeusz Kobiałko nie widział dla mnie miejsca w tej drużynie. Ponieważ chciałem grać regularnie, byłem zmuszony do odejścia.

Co zdecydowało o przenosinach do Lubina? Czy klubowi działacze wcześniej się Panem interesowali?

Dwa lata wcześniej byłem na sparingu w Lubinie i proponowano mi, żebym został. W Zagłębiu Lubin była mocna kadra, miałem 20 lat, wiec się nie zdecydowałem. Po nieudanym pobycie w Wałbrzychu postanowiłem jeszcze raz spróbować swoich sił w Lubinie. W Zagłębiu Lubin debiutowałem 23 marca 1980 roku w domowym wygranym meczu ze Stalą Brzeg 2:0. Swoją pierwszą bramkę dla Zagłębia strzeliłem 20 kwietnia w wygranym 4:1 meczu ze Stalą Nysa.

Marek Gawryszewski strzelcem bramki
Marek Gawryszewski strzelcem jednej z bramek dla Zagłębia Lubin w wygranym 4:1 ze Stalą Nysa.

Przez cały pobyt w Zagłębiu Lubin prowadził mnie trener Stanisław Świerk, z którym wywalczyliśmy awans do drugiej ligi. Klubowi działacze wywiązywali się ze swoich zadań i stwarzali nam najlepsze warunki, jakie były możliwe. Bardzo miło wspominam Marcina Łachodiaka.

Z piłkarzy z sentymentem wspominam Romualda Kujawę, śp. Jacka Wiśniewskiego i śp. Ryszarda Bożyczko, o którym mogę opowiadać tylko w samych superlatywach.

Marek Dawryszewski w barwach Zagłębia Lubin
Marek Gawryszewski w barwach Zagłębia Lubin

Jak Pan został przyjęty w szatni?

W szatni przyjęto mnie i pozostałych przybyłych zawodników normalnie bez uszczypliwości czy jakichś niedomówień. Po awansie do drugiej ligi miałem ogromną satysfakcję w meczu inauguracyjnym zagrać przeciwko Zagłębiu Wałbrzych i wygrać ten mecz. Nie miałem nigdy problemu z kim gram, rozumiałem się na boisku z każdym.

Przejście do Górnika Wałbrzych to wyróżnienie i docenienie ciężkiej pracy na treningach?

Przejście do Górnika było skutkiem braku naszego awansu do pierwszej ligi. Kluczowy moment w walce o pierwszą ligę to mecz z 15 maja 1983 roku z Górnikiem Wałbrzych. Mieliśmy wtedy po 33 punkty i wygrana w tym meczu pozwalała odskoczyć rywalowi. Niestety przegraliśmy 0:1 u siebie.

Marek Gawryszewski ZL 0-1 GW 15.05.1983
Zdjęcie z przegranego meczu Zagłębia Lubin z Górnikiem Wałbrzych 15.05.1983

Moją motywacją była zawsze pierwsza liga. Mój tata grał w drugiej lidze, a ja mu obiecałem, że zagram w pierwszej. Ten cel mi przyświecał przez cały czas okres grania w piłkę nożną. Do Górnika Wałbrzych trafiłem w sezonie 1983/1984.

Vpinka Zagłębie Lubin 0-1 Górnik Wałbrzych 15.05.1983
Wpinka Zagłębie Lubin 0-1 Górnik Wałbrzych 15.05.1983

Proszę opowiedzieć o swoim debiucie w pierwszej lidze.

14 sierpnia 1983 roku to szczególna data w moim życiu. W tym dniu zbiegły się urodziny mojej córki i debiut w pierwszej lidze, który odbył się z Pogonią w Szczecinie. Ponieśliśmy porażkę 1:0, ale zebrałem dobre noty za ten mecz. W sezonie 1983/1984  rozegrałem 27 meczów w barwach wałbrzyskiego Górnika.

Marek Gawryszewski i Dariusz Dziekanowski
O piłkę walczą Dariusz Dziekanowski i Marek Gawryszewski w meczu Widzew Łódź 1-0 Górnik Wałbrzych z dnia 01.09.1983 r.

Jak Pan podchodził do meczów między Zagłębiem a Górnikiem? Był jakiś sentyment?

Czy był jakiś sentyment? No to jest raczej oczywiste, że tak. Niestety kontuzja i wypożyczenie nie pozwoliły mi ani razu uczestniczyć w tych meczach. Sentyment zawsze miałem i mam dla klubów, w których grałem.  

Marek Gawryszewski Górnik 1983 jesień
Marek Gawryszewski w barwach Górnika Wałbrzych jesień 1983 (stoi 3 od prawej)

Dlaczego doszło do wypożyczenia do Metalu Kluczbork?

W okresie przygotowawczym w lutym 1985 roku doznałem urazu kolana na sparingu. Diagnoza brzmiała łąkotka. W rzeczywistości okazała się gorsza, ponieważ były to dwie łąkotki w lewym kolanie. W związku z tym nie grałem cały rok i podjąłem się długotrwałej rehabilitacji.

Po zakończeniu jej grałem mniej, więc poszedłem do Metalu, gdzie spędziłem jeden sezon i wróciłem do Górnika Wałbrzych. Po powrocie zastałem nowego trenera, który jak się okazało, stawiał na młodzież, a ja okazałem się za stary, bo wypomniał mi mój wiek. Postanowiłem więc zakończyć przygodę z piłką.

Powrót do Sparty Świdnica był sentymentalny czy chciał pan jeszcze rekreacyjnie pograć?

Pracowałem gdy mój tata (red. Aleksander Gawryszewski piłkarz Górnika Wałbrzych i Polonii Świdnica) prowadził A-klasową drużynę Sparty Świdnica. Potrzebował pomocy, zaproponował mi, żebym mu pomógł i wrócił na boisko. Tak tez zrobiłem. Piłka ponownie sprawiała mi przyjemność, wiec pograłem tam przez dwa sezony, w latach 1993-1995.

Z sentymentem wrócił Pan również do Wałbrzycha?

Oczywiście. Powstała drużyna KP Wałbrzych i poproszono mnie o dołączenie do drużyny. Pracowałem wtedy na kopalni i traktowałem to rekreacyjnie. Bez okresu przygotowawczego spędziłem tam rundę wiosenną. Zagrałem w jednym meczu Pucharu Polski i w kilku ligowych wchodziłem na końcówki spotkań. Drużynę prowadził wtedy Zbigniew Górecki.

KP Wałbrzych 1995 rok 3 od prawej
KP Wałbrzych w 1995 roku, Marek Gawryszewski trzeci od prawej w środkowym rzędzie

Czy piłkarskie tradycje rodzinne przechodzą z ojca na syna ?

Na pewno tak można powiedzieć. A dlaczego? Mój tata Aleksander grał w drugiej lidze. Miał trzech synów, którzy grali w piłkę. Ja mam syna Marcina, który gra i reprezentował również Zagłębie Lubin. Syn mojej córki również gra. Czwarte pokolenie jest już związane z piłką nożną. Mój tata trenował i przekazywał mi swoją wiedzę. Ja przekazałem ją synowi i wnukowi. I tak czynimy to z pokolenia na pokolenie.

Marek Gawryszewski obecnie
Marek Gawryszewski

Czym się pan obecnie zajmuje?

Obecnie jestem na emeryturze od ponad dwóch dekad. Spędzam czas z rodziną i pomagam dzieciom przy wnukach.

Post scriptum

Chciałbym pozdrowić wszystkich moich kolegów z boiska i podziękować za wspólne chwile spędzone u ich boku.

One thought on “Marek Gawryszewski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

P