Dominik Panek

Dominik Panek urodzony w 1970 roku. Dziennikarz i wegetarianin od 30 lat. Od zawsze kibic polskiej piłki nożnej. Tej uczciwej. Prowadzący bloga piłkarskamafia.

Jak rozpoczął Pan „przygodę” z aferą korupcyjną?

Wszystko zaczęło się od momentu opublikowania w 2004 roku pierwszego artykułu w tej sprawie w Gazecie Wyborczej, gdzie wrocławscy dziennikarze opisali proceder ustawiania przez Polar Wrocław meczów piłkarskich.

W związku z tym, że od roku funkcjonowało już prawo, które pozwalało ścigać korupcję w piłce nożnej i ja jako pierwszy dowiedziałem się, że śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte przez prokuraturę, postanowiłem zająć się tym tematem. Pracowałem wtedy w Radiu Wrocław i byłem dziennikarzem śledczym oraz znałem się na sporcie, więc ten temat trafił do mnie i pozostał ze mną do dzisiaj. Praktycznie od 2004 roku dokumentuję całą aferę korupcyjną.

Skąd u Pana takie zacięcie i zainteresowanie tą aferą?

Ja jako pierwszy dotarłem do informacji o wszczęciu postępowania. W innych redakcjach zajęli się tym głównie dziennikarze sportowi. U nas w redakcji miałem tę przewagę, że znałem się na prawie i na sporcie, więc siłą rzeczy zająłem się tym tematem osobiście.

A zacięcie? Lubię pracować do końca nad tym, co zacznę. Nigdy nie byłem zwolennikiem zaczynania jakiegoś tematu i porzucania go w trakcie. Stara szkoła dziennikarstwa.

Jest Pan jedynym dziennikarzem, który zajął się na poważnie korupcją w polskiej piłce. Dlaczego dziennikarze sportowi pomijają ten wątek?

To trochę niesprawiedliwe w stosunku do wielu dziennikarzy. Na początku kiedy ta afera wybuchła, większość redakcji się tym zajmowała. Był swoisty boom na aferę i pokazywanie jej. Na początku był to bardzo medialny temat, który cieszył się zainteresowaniem dziennikarzy i kibiców.

Z czasem wielu dziennikarzy odpuściło temat twierdząc, że to już nie interesuje widzów i czytelników. Takie tłumaczenie usłyszałem od dziennikarzy np. Przeglądu Sportowego.

Czy mogła mieć na to wpływ znajomość wielu z nich z osobami skazanymi?

Oczywiście, że wielu dziennikarzy znało osoby skazane za korupcję. To nie podlega dyskusji. Proszę zauważyć, że jednak to był tak medialny temat, że pisano o wszystkich podejrzanych i w żaden sposób nikt ich nie próbował wybielać. Notabene ciekawe jest to, że dziennikarze sportowi pisali o meczach i ich przebiegu oraz oceniali bardzo dobrze pracę sędziów. Teraz gdy już doskonale wiemy, które były ustawione, oglądając tak popularne powtórki meczów w Canal+, możemy przekonać się na własne oczy, jak to było.

Wątek dziennikarzy pojawia się również w wyjaśnieniach sędziego krakowskiego, Piotra W., który jako jeden z niewielu mówi trochę więcej o dziennikarzach i ich związkach w swoich zeznaniach. Nie padają tam głośne nazwiska, ale rzucają cień na to środowisko.

Proszę przybliżyć pomysł powstania bloga piłkarskamafia?

Blog powstał w 2008 roku i miał za zadanie usystematyzowanie oraz zebranie wszystkiego, co dotyczy korupcji w jednym miejscu.

Miałem coraz więcej materiałów i informacji dotyczących śledztwa. Po pierwszych aktach oskarżenia i zgromadzeniu pokaźnych ilości dokumentów, relacje w radiu nie pozwalały na przekazanie wszystkich informacji zainteresowanym. Gazety również zaczęły pisać o tym wszystkim coraz mniej i stąd pomysł na zamieszczenie tego co zgromadziłem i gromadzę na blogu, na którym mogłem przedstawić wszystkie mechanizmy i procedury postępowania w procesach dotyczących korupcji.

Chciałem pokazać, jak ustawiano te mecze, kto i za ile, dlaczego jedni wpływali na drugich i jakie tego były konsekwencje. No i przede wszystkim chciałem zamieszczać materiały źródłowe, czyli wyjaśnienia i zeznania oraz pisemne uzasadnienia wyroków w sprawach. To jest gigantyczna praca polegająca na wklepaniu na bloga tych wszystkich informacji. Najważniejsze jest to, że całość zebrałem w jednym miejscu i w każdej chwili można do tego wracać. Wejść, sprawdzić dany mecz czy poczytać zeznania. Każdy może poznać historię korupcji w polskiej piłce, udostępniać ją i wykorzystać do swoich celów.

Nowe pokolenia kibiców w dużej mierze nie mają pojęcia, co działo się we wcześniejszych latach.

Od początku działa Pan sam i jednoosobowo prowadzi bloga czy jest wsparcie innych osób?

Generalnie blog to jest moja inicjatywa i od samego początku działam sam. W sytuacjach gdy nie mogę być na danej rozprawie czy pojechać gdzieś osobiście proszę o pomoc znajomych dziennikarzy, którzy pomagają mi w zdobyciu danych informacji czy zdjęć.

Cała tytaniczna praca związana z prowadzeniem bloga spoczywa na mnie i tylko ja tym się zajmuję.

Jako że zajmuję się historią Zagłębia Lubin, chciałbym się skupić na wątkach związanych z moim klubem, który praktycznie od początku przewija się w aferze i na Pana blogu. Mógłby Pan chronologicznie przedstawić ustawianie meczów przez Zagłębie Lubin?

Ze względu na śledztwo w sprawie korupcji w Polarze Wrocław praktycznie od samego początku pojawia się wątek Zagłębia Lubin. W pierwszym artykule dotyczącym Polaru Wrocław pojawiła się informacja, że jednym z ustawionych meczów jest spotkanie z Zagłębiem. Śledztwo w tej sprawie przejął wrocławski prokurator, Tadeusz Potoka, który był szefem Prokuratury Rejonowej Wrocław-Psie Pole.

Co ciekawe jako jedyny znał się tam na sporcie i z tego względu to do niego trafiło (prywatnie kibic Śląska Wrocław). Prawdopodobnie cała afera skończyłaby się na tych kilku zatrzymanych piłkarzach (m.in. Zbigniewie M.) i paru ustawionych meczach, jednak do wrocławskiej prokuratury zgłosił się Piotr D., ówczesny prezes GKS Katowice. On przekazał mnóstwo informacji o ustawianiu meczów. Wtedy śledztwo trafiło do Prokuratury Okręgowej – Wydział Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji i zajęli się tym również policjanci z Komendy Wojewódzkiej.

Jak już sprawa Polaru była w sądzie to wrocławscy prokuratorzy Krzysztof Grzeszczak i Robert Tomankiewicz postanowili wzmocnić działanie w tym kierunku. To dzięki ich pracy dociśnięto kilka osób i zajęto się Zagłębiem Lubin. Jako pierwszy do sądu trafił wątek ustawienia meczu z Cracovią. Badano wiele wątków i poszlak. Przyjrzano się sędziom, obserwatorom, działaczom klubowym i zawodnikom. W proceder ten było zamieszanych wielu zawodników będących w Zagłębiu Lubin i mających przeszłość w tym klubie.

Sporo pomogły zeznania Andrzeja Sz., który opowiedział bardzo wiele na temat ustawiania meczów Zagłębia Lubin. Ciekawe było to, że opowiedział prokuratorom o meczach, o które go pytano i wyszedł. Po jakimś czasie wrócił i opowiedział o meczu z Cracovią. Inni zawodnicy Zagłębia biorący w tym udział zgłosili się do prokuratury i złożyli wyjaśnienia. Na podstawie tego odbył się proces dotyczący korupcji w Zagłębiu Lubin.

Mam bardzo często wrażenie, że z Zagłębia Lubin zrobiono kozła ofiarnego afery korupcyjnej. Nie chcę wybielać klubu, bo musiał ponieść karę za to, ale nie sądzi Pan, że ukaranie degradacją za 8 meczów to dość dotkliwa kara patrząc z perspektywy kilkunastu klubów będących wyżej w „rankingu korupcyjnym”?

Nie była to może skala Górnika Polkowice, czyli lokalnego sąsiada, ale jednak brano w tym udział. Nie nazwałbym klubu kozłem ofiarnym, bo ukaranych klubów w tym czasie było więcej, m.in. Arka Gdynia, Górnik Polkowice, Widzew Łódź.

Zagłębie było od początku afery korupcyjnej w kręgu zainteresowania prokuratury. Klub był jednym z pierwszych, które osądzono i ukarano dyscyplinarnie. Trzeba zauważyć, że na początku PZPN bardzo surowo karał te kluby, które brały udział w aferze, a z biegiem czasu odstąpił od tego. Może gdyby prokuratura zajęła się innymi klubami, to kara nie byłaby tak dotkliwa dla Zagłębia.

Możemy gdybać, dlaczego nie ukarano Ślaska Wrocław, a kara spotkała Zagłębie Lubin. Fakt faktem wiele klubów do tej pory nie poniosło kary. Zgadzam się z wieloma osobami, że nie do końca sprawiedliwie osądzono lub w ogóle nie osądzono klubów zamieszanych w korupcję. Tak naprawdę wszystko zależało od stanowiska PZPN i jego decyzji. Wystarczy prześledzić, jak postępowano na początku, a jakie kary są teraz. Uważam, że każdy klub biorący udział w aferze powinien ponieść karę za swoje czyny.

Przeglądając bloga i szukając informacji, natrafiłem na 15 meczów z udziałem Zagłębia Lubin, w których samo ustawiało, druga strona ustawiła lub trzeci klub, któremu zależało na korzystnym wyniku. (Dla czytelników lista ustawionych meczów nr 74, 120, 152, 219, 226, 238, 249, 253, 278, 299, 309, 318, 579, 584, 621). To jest szokujące, bo niektóre kluby ustawiły praktycznie całe sezony pod siebie. Proszę przybliżyć te mechanizmy.

Mechanizm ustawiania meczów w latach 2003-2006 był bardzo różny. Były kluby, które ustawiały konkretne mecze, były też takie, które ustawiały niemal całe sezony. Zależało to od możliwości finansowych i organizacyjnych. Odnoszę wrażenie, że czasami kluby czy działacze wpadały w macki Fryzjera i nie były w stanie się z tego wyplątać. Ale były też kluby, których działacze po prostu od lat ustawiali mecze i nie przerwali tego procederu po wejściu w życie ustawy o korupcji w sporcie.

W ostatnim czasie przewijał się w wielu miejscach temat meczu nr 584 na Pana blogu, czyli finał Puchar Polski z dnia 18 czerwca 2005 roku pomiędzy Groclinem Grodzisk Wlkp. a Zagłębiem Lubin, który moja drużyna przegrała 2:0. Skoro mecz był kupiony przez Grodzisk, to jak Pana zdaniem powinien zareagować PZPN w takiej sytuacji?

W tej sprawie PZPN jasno powinien się wypowiedzieć. Kilkukrotnie zwracałem się do PZPN z zapytaniem, czy oficjalnie zostanie odebrany ten puchar Groclinowi. Odpowiedzieli, że czekają na prawomocny wyrok w tej sprawie.

Jednak proces pana Zbigniewa D. jeszcze trwa i nie wiadomo ile potrwa, bo Zbigniew D. choruje i proces jest przekładany. Jak patrzę na postawę PZPN, to raczej nie chce mi się wierzyć, ze ten puchar odbiorą.

Proszę odnieść się do ustawionego meczu pomiędzy Cracovią a Zagłębiem Lubin z 13 maja 2006 roku? Była to głośna sprawa, która dotyczyła 6 byłych już na tę chwilę reprezentantów kraju. Jak dobrze pamiętam od ponad roku trwały już czynności odnośnie korupcji.

Jak już wspomniałem wyżej, była to głośna sprawa. W tej sprawie oskarżono Łukasza P., który wtedy był najbardziej medialny z całej tej grupy. O tym meczu opowiedział Andrzej Sz. i to dzięki niemu prokuratura dowiedziała się o wielu faktach i przebiegu wydarzeń. Po zeznaniach Andrzeja Sz. informacja o tym szybko trafiła do pozostałych zawodników Zagłębia Lubin. Zawodnicy Ci skrzyknęli się dosyć szybko i sami stawili się w prokuraturze, aby o tym opowiedzieć.

Zagłębie walczyło o awans do pucharu UEFA i musiało osiągnąć korzystny wynik, czyli wygraną lub remis. Uzgodniono wśród części zawodników, że 100 tysięcy zł pójdzie na łapówkę dla zawodników Cracovii, aby zagwarantować sobie korzystny rezultat. Jak ustaliła prokuratura, robiono to za plecami ówczesnego trenera Zagłębia Lubin, którym był Franciszek Smuda. Mecz zakończył się remisem i zgodnie z ustaleniami Zagłębie awansowało do pucharów.

Piłkarze otrzymali premie za ten awans. W toku postępowania musieli te pieniądze zwrócić. Trener Franciszek Smuda nie zwrócił do klubu tej premii i w żaden sposób nie można było na nim tego wymusić, pomimo że był to ustawiony mecz.

Zatrważające jest to, że posuwano się nadal do takich rzeczy, mimo że od dwóch lat trwały już czynności w prokuraturze dotyczące korupcji. Nie wiem, czym kierowali się Ci ludzie, ale moim zdaniem powinni ponieść surowsze kary, bo wiedzieli już, czym to grozi i jakie jest prawo.

Czy związani z Zagłębiem Lubin zawodnicy i działacze Pana zdaniem powinni w jakikolwiek sposób działać przy piłce? Niektórzy do tej pory są czynnymi zawodnikami lub trenerami. Jeden występek łamał kariery wielu z nich.

Kiedyś bardziej rygorystycznie do tego podchodziłem i uważałem, ze jeśli ktoś został skazany za korupcję, to dożywotnio powinno się go odsunąć od działania w sporcie. To, co się później stało, przerosło chyba wszystkich. Nikt chyba nie zdawał sobie sprawy z ogromu tej afery i liczby ludzi zamieszanych w ten proceder.

Udział niektórych osób był znikomy i polegał na telefonach czy kontaktach. Dziwię się kibicom, którzy mają za idoli ludzi zamieszanych w korupcję. Uważam, że takie osoby nie powinny pracować z Reprezentacją i w PZPN.

Uważa Pan, że zasądzone kary są wymierne, do jakich czynów dokonali dani zawodnicy czy działacze w aferze korupcyjnej? Pytam ze względu na przeprowadzone w ostatnim czasie wywiady z byłymi zawodnikami Zagłębia Lubin, którzy zostali skazani i odbyli lub są w trakcje odbywania kar. Zastanowił mnie fakt, że niektórzy za jeden proceder korupcyjny otrzymali kary wyższe niż niektórzy oskarżeni za kilka tego typu wykroczeń. W jaki sposób sądy czy prokuratura ustalają wysokość tych kar? Czy medialność danej osoby miała na to wpływ?

Powiem szczerze, że w ostatnim czasie PZPN nie ujawnia w żaden sposób, jak postępuje ze skazanymi osobami. Proszę zwrócić uwagę, że na początku to były dość surowe kary.

Jest też druga strona medalu. Wiele skazanych osób może już wrócić do piłki, a innym niczego nie udowodniono lub oczyszczono ich z zarzutów. Tutaj też są osoby związane z Zagłębiem Lubin choćby trener, któremu pokazano wykaz 711 rozmów telefonicznych z Fryzjerem. Niczego mu nie udowodniono i może pracować obecnie z reprezentacją młodzieżową kraju. Prokuratura nie mogła sobie pozwolić na proces, jeśli nie ma pewności i dowodów skazujących. Prokuratorzy powiedzieli wprost, że nieważne ile było tych połączeń jeśli nie ma żadnych dowodów pozwalających na skazanie Pana Michniewicza.

Co do surowości kar to warto zwrócić uwagę, że skazani musieli oddać udowodnione im kwoty, zasądzone grzywny oraz ponieść wszelkie koszty sądowe czy koszty adwokatów, a to naprawdę nie były małe kwoty, patrząc z perspektywy tego, na jakim etapie dany człowiek był. Wielu z nich nie pracowało już w zawodzie i nie posiadało też znacznych oszczędności. Niektórzy musieli oddać ponad 100 tysięcy samych łapówek.

Czy były brane pod lupę mecze, które nie były ustawione za pieniądze, a powiedzmy po koleżeńsku, czyli my Wam punkty oddamy teraz, bo potrzebujecie, a Wy nam innym razem? Przyglądano się tego typu sytuacjom? Ma Pan jakąś wiedzę na ten temat?

Był taki jeden przypadek brany pod lupę i dotyczył meczu Górnika Polkowice z Lechem, a w to wszystko wmieszał się jeszcze Świt NDM. Ogólnie chodziło o sytuację, że Polkowice odpuściły Lechowi mecz i jak się broniły przed spadkiem, to chciały, żeby Lech im odpuścił.

Proszę zwrócić również uwagę, ze ludzie niezwiązani stanowiskami w klubie nie byli brani pod uwagę podczas śledztw prokuratorskich. Nie brano pod uwagę działalności osób sponsorujących dany klub. Weryfikowano wątki, skąd brano pieniądze na ten proceder, ale zgodnie z prawem osoby niebędące w sporcie nie mogły zostać skazane. Prokuratura miała za mało ludzi do działania, aby zajmować się tego typu wątkami. W szczytowym momencie pracowało nad tą aferą trzech prokuratorów, było kilku policjantów, a później wcale oraz jeden agent CBA.

Powiedzmy szczerze, oni nie byli w stanie zbadać każdej poszlaki. Gdzie znaleziono dowody tam były zarzuty i oskarżenia. Tego naprawdę było dużo i ponad siły tych ludzi.

Proszę przybliżyć temat korupcji sprzed ustawy. Czy jest w ogóle jakakolwiek szansa rozliczyć i skazać ludzi, którzy mataczyli wcześniej? Jak to wygląda z punktu prawnego?

Wszystko, co się wydarzyło przed ustawą, nie daje możliwości do skazania osób czy klubów. Prawnie nie ma szans na to. Jeśli nie zrobiono tego przed laty na podstawie informacji, które docierały do PZPN to teraz tym bardziej.

Proszę pamiętać, że PZPN mógł karać dyscyplinarnie takie przypadki, badać je i podejmować decyzje. Na tę chwilę prokuratura nie ma takich możliwości, żeby się tym zająć. Jest sporo takich meczów choćby te dotyczące Odry Opole, gdzie prokuratura chciała udowodnić, że pieniądze przekazywane przez właściciela i sponsora klubu Fryzjerowi to było marnotrawienie pieniędzy firmowych. W sądzie ten zarzut upadł, ponieważ uznano, że Fryzjer nie musiał posiadać wiedzy, że te środki pochodziły z przestępstwa.

Na początku też sporo osób zeznawało i informowało prokuratorów o meczach sprzed ustawy. W wielu wywiadach czy książkach pojawia się sporo rewelacji odnośnie korupcji sprzed ustawy. Ostatnio chyba najgłośniej jest o finale Pucharu Polski Aluminium Konin z Amicą Wronki. Oglądając mecz, widzi się wiele znajomych twarzy..

Czy korzystając ze swojej wiedzy i informacji, jest Pan w stanie odpowiedzieć, czy działały swego rodzaju spółdzielnie, które decydowały o spadkach lub awansach?

Odpowiedź na to pytanie czytelnicy znajdą w jednym z artykułów z 2012 – “Czy ustawiano awans do I ligi w sezonie 1999/2000?”. W tamtym sezonie GKS Katowice miał współpracować najpierw z Górnikiem Łęczna przeciwko Śląskowi Wrocław, głównemu rywalowi w walce o I ligę, a później (po bezpośrednim starciu obu drużyn, w którym Łęczna dostała karnego „z kapelusza”), ze Śląskiem – swoim głównym rywalem przeciwko wcześniejszemu sojusznikowi. Skomplikowane? Trochę, ale tak było. A wszystko po to, by zmniejszyć koszty łapówek.

Zastanawia mnie, w jakim stopniu sami piłkarze rozgrywali to między sobą, a w jakim byli tylko trybikami działaczy, którzy załatwiali to na wyższych szczeblach. Jak Pan sądzi?

Myślę, że tutaj do końca nie ma prostej odpowiedzi. Na przykładzie Zagłębia Lubin wiemy, że zawodnicy ustawili bez wiedzy trenera i działaczy mecz z Cracovią. Wiemy również o działalności Jerzego F., który był klubowym działaczem i odgórnie mógł narzucać wiele decyzji zawodnikom. Wielu osobom przynosiło to korzyści i bardzo ciężko jest ocenić, których przypadków jest więcej.

Są znane przypadki, że trenerzy Korony Kielce pożyczali młodym zawodnikom pieniądze, aby Ci mogli zrzucić się na łapówkę, bo taki był obowiązek. Wielu starszych piłkarzy robiło to całą swoją karierę, więc dlaczego w tym czy tamtym klubie mieli tego nie robić. Z drugiej strony działacz czy trener miał przewagę nad zawodnikami, bo decydował o ich losie.

Pamiętajmy też, że w wielu sytuacjach Fryzjer wymuszał na działaczach danego klubu decyzję o kupieniu danego meczu, bo nikt nie chciał spaść z ligi.

Czy można Pana nazwać „sumieniem PZPN i polskiej piłki”? Dziwi mnie bierność PZPN w tych sprawach, a nawet szokuje zatrudnianie osób skazanych za korupcję w pierwszej reprezentacji czy na innych stanowiskach.

Sam nigdy bym się tak nie nazwał. Natomiast PZPN nigdy nie chciał ze mną współpracować i nie przejawiał ku temu chęci. Nigdy również nie zgłoszono się do mnie, żeby wykorzystać w swoich działaniach moją wiedzę czy informacje, które posiadam. PZPN nie traktuje mnie jako partnera, a bardziej jako wroga, ponieważ ujawniam i ciągle piszę o rzeczach, które nie stawiają polskiej piłki w dobrym świetle.

Czy uważa Pan, że udało się rozwiązać problem korupcji w piłce nożnej? Istnieje jeszcze zagrożenie takich przekrętów w przyszłości?

Myślę, że udało się rozwiązać ten problem. Zagrożenie zawsze jest, ale raczej już nie na taką skalę. Przypadki mogą być pojedyncze i głównie w niższych ligach. W ubiegłym roku wpłynął do sądu akt oskarżenia ws. ustawiania meczów w okręgu Wadowice w Małopolsce. Nie były to wielkie kwoty, ale jednak ten proceder podlega karze.

Mnie bardziej niepokoi w ostatnim czasie możliwość obstawiania spotkań piłkarskich w zakładach bukmacherskich. Niektórzy ludzie mogą chcieć przy tym nieuczciwie zarobić pieniądze, wpływając na dany mecz. Może konkretnie nie na wynik, ale np. na żółte czy czerwone kartki, liczbę karnych itd.

Czy spotyka się Pan z uznaniem swojej pracy, czy raczej uważany jest Pan przez wiele osób jako persona non grata? Czy miał Pan kiedykolwiek jakieś obawy o siebie drążąc i zagłębiając się w aferę korupcyjną?

Raczej spotykam się z uznaniem mojej pracy. Takie osoby jak Pan, piszące do mnie i dziękujące mi za udostępnione materiały czy informacje to dla mnie największa nagroda. Każde dobre słowo jest miłe i potwierdza sens mojej pracy w tym kierunku.

Nie zabiegam o jakieś nagrody czy oficjalne uznanie mnie przez PZPN. Nie otrzymałem również żadnej dziennikarskiej nagrody. Uznałem, że ktoś to musi robić, informować o korupcji, dopóki wszystkie sprawy się nie zakończą. Każdy miły wpis na blogu czy na Twitterze to dla mnie nagroda, bo wiem, że ludzie to czytają i dociekają wielu rzeczy.

Czy na tę chwilę toczą się jeszcze postępowania i sprawy dotyczące innych klubów?

Ostatnio najgłośniej jest o Cracovii. Mamy pisemne uzasadnienie wyroku i czekamy na ustalenie terminu rozprawy apelacyjnej. Podobna sytuacja jest odnośnie głównego procesu dotyczącego gangu Fryzjera. Czekamy na pisemne uzasadnienie i apelację. To wszystko się przedłuża w związku z pandemią koronawirusa.

Jest nieprawomocny wyrok z Poznania dotyczący kilku mniejszych klubów. Jest jeszcze proces dotyczący Miedzi Legnica, który do tej pory się nie rozpoczął w związku ze stanem zdrowia jednego oskarżonego. Trwa też proces byłego sędziego i obserwatora oraz gwiazdy Canal+, Wita Ż. Mamy również proces Zbigniewa D. Jest też sprawa związana z Radomiakiem Radom. W Wadowicach ma się zacząć proces klubów z niższych lig, który planowany jest na wrzesień.

Ps. Dziękuję bardzo za zainteresowanie się tematem korupcji w polskim futbolu!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

P