Daniel Dudkiewicz

Daniel Dudkiewicz urodził się 30 lipca 1978 r. w Dzierżoniowie. Grał w takich klubach jak: Zagłębie Lubin, Lechia Dzierżoniów, Promień Żary, Roanne Matel Sport FC (Francja), ŁKS Łęknica, SV ROT-WEISS Bad Muskau (Niemcy), Orkan Szczedrzykowice oraz obecnie Zamet Przemków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Daniel Dudkiewicz w Zamecie Przemków

Jak trafił Pan na treningi do Zagłębia Lubin?

Na treningi do Zagłębia wybraliśmy się z grupą kolegów z podwórka, był rok 1987. Treningi odbywały się na OSIR w Lubinie. Jeżeli chodzi o pierwsze treningi, to była taka mała weryfikacja, kto co potrafi, a pamiętam, że na treningi przychodziło po 60-70 osób. Trener podzielił nas na dwie drużyny. Był to podział ze względu na zamieszkanie i graliśmy Centrum (Mickiewicza, Kilińskiego) kontra Przylesie. Taka weryfikacja trwała około 3 miesięcy.

Pierwszym trenerem był Pan Urbaniak, ale szybko zrezygnował. W jego zastępstwie przychodzili trenerzy Samiec, Flądro, Kumyk. Po półrocznym okresie zostało nas około 40. Z tego co pamiętam, naprawdę byliśmy perspektywiczną grupą. Włodarze klubu zauważyli to i powstały z tego dwie grupy. Dokonano podziału podobnego, do tego jak zaczynaliśmy, czyli Centrum i Przylesie. Pierwszą z tych grup pod skrzydła wziął trener Janusz Stańczyk, a drugą Janusz Kubot.

Dudkiewicz Pierwszy obóz Sosnówka
Daniel Dudkiewicz na pierwszym obozie w Sosnówce

Jak wyglądało szkolenie młodzieży szczebel po szczeblu na Pana przykładzie?

Po powstaniu dwóch grup zaczęły się prawdziwe treningi. Powoli były wprowadzane przez trenera Stańczyka różnego rodzaju schematy, elementy techniki użytkowej, taktyka itp. Oczywiście dużo też biegaliśmy po lasach. Na pewno wyglądało to zupełnie inaczej niż w dzisiejszych czasach.

Trener Stańczyk wprowadził również treningi indywidualne, odbywały się one na boisku nieistniejącej już szkoły podstawowej nr 5. Treningi odbywały się w małych grupach (4-5 osób) i tam trener uczył nas zwodów. Zajęcia odbywały się rano i przychodziliśmy na nie przed drugą zmianą, ponieważ w tamtych czasach do szkoły podstawowej chodziło się na dwie zmiany. Po pewnym okresie dużo osób zrezygnowało i z dwóch grup zrobiono jedną.

Na początku graliśmy w lidze trampkarzy później młodzików. Nie było na nas mocnych, bo przeważnie mecze kończyły się wynikami dwucyfrowymi.

Dudkiewicz Obóz Mikołajki
Daniel Dudkiewicz na obozie w Mikołajkach

Jak wspomina Pan trenerów w grupach juniorskich?

Kiedy ja byłem w wieku 14-15 lat w Zagłębiu powstała tak zwana 2M, czyli druga drużyna juniorów. Miała ona na celu ogrywanie młodszych zawodników. Trenerem był pan Przygoński. Nieźle sobie w lidze radziliśmy, przeważnie mieliśmy miejsce w górnej części tabeli. Poza konkurencją była oczywiście 1M Zagłębia, która rok po roku zajmowała 1 miejsce.

W wieku 16 lat praktycznie my stanowiliśmy o sile juniorów Zagłębia. Nasza drużyna to był rocznik 1978, mieliśmy dwóch zawodników z rocznika 1977 i byli to Maciej Kijewski i Mariusz Ujek, który również trenował z pierwszą drużyną Zagłębia. Później drużynę juniorów przejął Mirosław Dragan i wtedy zaczęła się prawdziwa przygoda. Każdy trening był przygotowany i przemyślany, była dyscyplina, odnowa biologiczna. W rozgrywkach nie było na nas mocnych. Ligę wygrywaliśmy z dużą przewagą punktową nad drugą drużyną, nie przegraliśmy ani jednego meczu.

Po około roku Mirosław Dragan został trenerem pierwszej drużyny Zagłębia, a naszym trenerem został człowiek instytucja, czyli Michał Lewandowski (tutaj). Pan Lewandowski oprócz tego, że jest bardzo dobrym trenerem, to jest też wspaniałym człowiekiem. Traktowaliśmy go jak ojca, pomagał nam również w tematach prywatnych, zawsze służył radą. Ja jestem tego przykładem, ale to już inny temat.

Dudkiewicz sparing z Olimpia Poznan
Zagłębie Lubin podczas sparingu z Olimpią Poznań

Jak wspomina Pan turnieje i rozgrywki juniorskie oraz walkę o Mistrzostwo Polski?

Ligę juniorów wygraliśmy w cuglach – zaznaczam młodszym rocznikiem. Każdy z nas miał jeszcze rok wieku juniora, przygotowywaliśmy się do baraży do Mistrzostw Polski juniorów z Wratislavią Wrocław, której trenerem był Krzysztof Paluszek. Nikt w nas nie wierzył, zero zainteresowania zarządu klubu. Jedyną osobą, która w nas wierzyła, był trener.

Dudkiewicz Wygrane baraze z Vratislawia Wroclaw
Daniel Dudkiewicz po wygranych barażach z Wratislavią Wrocław

Wygrane baraże kompletnie zaskoczyły włodarzy klubu. Pamiętam, jak dwa dni przed wyjazdem na Mistrzostwa Polski załatwiali nam dresy, żeby przynajmniej jakoś wyglądać. Kupili dresy jasnoniebieskie z żółtymi wstawkami, na których, jak popadał deszcz, robiły się plamy. Na szybko kupowaliśmy też buty do grania, oczywiście za swoje, bo Zagłębie było biedne. Powiem szczerze, że wyglądaliśmy jak pastuchy przy drużynach, z którymi graliśmy w Mistrzostwach Polski. Przeciwnikami były Jagiellonia Białystok, Pogoń Szczecin i Gwarek Zabrze.

Do MP każda drużyna była przygotowana, ubrana od stóp do głów, masażyści, odżywki a my nic. Pamiętam, że trener za własne pieniądze kupował witaminy i rozrabiał je nam z wodą. Trener robił również za masażystę, ponieważ intensywność meczów była sprinterska. Pierwszy mecz z Pogonią Szczecin wygraliśmy 2:0, następnie identyczny wynik padł z Gwarkiem Zabrze i w ostatnim meczu zremisowaliśmy 1:1 z Jagiellonią. Tym sposobem awansowaliśmy do wielkiego finału gdzie czekała na nas Wisła Kraków.

***

Finał to był dwumecz. Pierwszy graliśmy u siebie i przegraliśmy 0:2. W rewanżu w Krakowie wygraliśmy 1:2 i tym sposobem zostaliśmy wicemistrzami Polski. Po meczu byliśmy załamani, ale wiedzieliśmy, że w następnym sezonie odejdzie tylko dwóch zawodników Kijewski i Ujek, którym kończył się wiek juniora, więc Mistrzostwo Polski będzie nasze.

Dudkiewicz srebro po przegranym finale z Wisla Krakow
Zagłębie Lubin z Danielem Dudkiewiczem ze srebrnymi medalami MP juniorów

Niestety nasze losy potoczyły się w innym kierunku. Klub, zamiast w nas inwestować, poczuł możliwość “zarobienia pieniędzy”. Ci “lepsi” zawodnicy (Buczek, Maciorowski, Poraszka, Pachowicz, ja i wielu innych) zostali sprzedani lub wypożyczeni do klubów z trzeciej ligi, jak Prochowiczanka Prochowice, Rokita Brzeg Dolny, Promień Żary. Najlepsze jest to, że pieniądze nie trafiały do kasy klubowej tylko do kieszeni działaczy. Mnie wykupił biznesmen z Żar i sam mi opowiadał, że na papierze była inna kwota, a pod stołem zapłacił dwa razy więcej.

W nasze miejsce sprowadzono zawodników Wratislavii Wrocław, z którymi wygraliśmy baraże do MP, Dariusza Sztylkę i Krzysztofa Wołczka. Wcale nie byli lepsi od nas, ale liczyła się kasa, tam sprzedać tu kupić itd.

Jak Zagłębie Lubin wyglądało na tle innych drużyn?

Ligę juniorów wygraliśmy młodszym rocznikiem w cuglach. Dotarliśmy do finału Mistrzostw Polski, więc sądzę, że byliśmy wtedy mocni i gdyby nie rozbiór drużyny to w następnym roku mielibyśmy mistrzostwo w kieszeni.

Pamięta Pan, gdzie drużyny juniorskie jeździły na obozy przygotowawcze? Jak to wyglądało z perspektywy zawodnika?

Pamiętam, że sparingi graliśmy z 3 ligowcami lub jeździliśmy grać z drużynami z Wrocławia czy Poznania. Jeździliśmy na obozy do Miejskiej Górki czy Mikołajek. Jeżeli chodzi o obozy, to było ciężko, szczególnie obóz w Mikołajkach. Przez trzy tygodnie byliśmy w ośrodku u śp. Alojzego Jarguza. Treningi odbywały się cztery razy dziennie.

Którejś nocy, w trakcie trwania obozu, przed ucieczką na dyskotekę zastanawialiśmy się, czy jest sens iść, bo wiedzieliśmy, że może być ciężko następnego dnia. Młodzież wtedy była twarda, inne pokolenie. Nad ranem wróciliśmy z dyskoteki, a o 11 wygraliśmy sparing z 3 ligowym Orłem Reszel.

Dudkiewicz Obóz Mikołajki ognisko
Obóz przygotowawczy Zagłębia Lubin w Mikołajkach

Czy Pana koledzy z drużyny juniorskiej zrobili później kariery?

Z zawodników, z którymi grałem, to największą karierę zrobił Mariusz Lewandowski. Duża zasługa w tym jego taty Michała, który swoimi decyzjami tak pokierował Mariusza karierą, że ten stał się zawodnikiem reprezentacji Polski. Podobnie jak to było z nami, klub również chciał go wypożyczyć. Myślę, że jakby do tego doszło, to Mariusz skończyłby tak jak ja jeżeli chodzi o przygodę piłkarską.

Fajnie potoczyły się losy Mariusza Ujka, który był dobrym graczem ekstraklasowym i miał mały epizod w reprezentacji Polski. Paradoksem jest Tomasz Szewczuk, który był wiecznym rezerwowym. Takim 17 zawodnikiem w naszej kadrze, ale swoim zaparciem i zaangażowaniem poznał smak ekstraklasy. Grał w takich klubach jak Korona Kielce, Lech Poznań czy Śląsk Wrocław.

Z naszej drużyny wyróżniającymi zawodnikami byli Adam Buczek, Ernest Chudek, Jacek Maciorowski i Mirek Pachowicz. Pamiętam, jak na Mistrzostwa Polski przyjeżdżali skauci i chcieli mieć Mirka Pachowicza w swoich drużynach. W finale MP wkręcał w ziemię zawodników Wisły Kraków. Działacze mówili wtedy, że Mirek to taki nieoszlifowany diament. Później tak go oszlifowali, że Mirek dwa lata po pamiętnym finale grał w B klasowej Polonii Lisowice koło Prochowic.

Z kim grał Pan w drużynach juniorskich Zagłębia?

Oprócz mnie w drużynie walczącej o Mistrzostwo Polski grali: Maciej Kijewski, Marcin Kocik (tutaj), Jarek Stec, Bartosz Sambor, Adam Buczek, Grzegorz Waszkiewicz, Mariusz Lewandowski, Ernest Chudek, Marek Poraszka, Jacek Maciorowski, Mirek Pachowicz, Mariusz Ujek, Tomasz Szewczuk, Łukasz Jagoda, Tomasz Popiel, Rafał Apolinarski.

Warto zaznaczyć, że wszyscy byli z Lubina, tylko Sambor dojeżdżał z Chocianowa, więc można było zrobić drużynę ze swoich, a nie tak jak jest to dzisiaj, że akademia bazuje na zawodnikach z całej Polski.

Dudkiewicz Dyplom za wicemistrza 1995-1996
Dyplom dla Daniela Dudkiewicza za zajęcie 2 miejsca w MP Juniorów 1995/1996

Czy trafił Pan do pierwszej lub drugiej drużyny Zagłębia?

Był rok 1996, byliśmy już zawodnikami ukształtowanymi, trenowaliśmy z pierwszą drużyną Zagłębia i jeździliśmy z nimi na sparingi. Super przeżycie trenować ze Sławomirem Majakiem (tutaj), Stefanem Machajem, Radosławem Jasińskim (tutaj), Zbigniewem Czajkowskim, Radosławem Kałużnym i innymi dobrymi zawodnikami. Wiedzieliśmy i wierzyliśmy, że jesteśmy najlepsi, to wszystko wpajał nam trener Lewandowski, byliśmy naprawdę mocni.

W tym okresie powstawała również druga drużyna seniorów Zagłębia. To była masakra, nie chcieliśmy tam grać, ponieważ uważaliśmy się za „Panów Piłkarzy”, a kazali nam grać np. z Cichą Wodą Tyniec Legnicki na jakieś łące ze ścieżką pośrodku. Unikaliśmy tego jak ognia.

Jak oceni Pan działaczy Zagłębia? Kogo wspomina Pan pozytywnie a kogo negatywnie?

W tamtych czasach my jako juniorzy praktycznie nie mieliśmy styczności z działaczami. Oczywiście wiedzieliśmy, kto był jakim działaczem czy prezesem, ale było zero kontaktu. Jedynego działacza, którego częściej widywaliśmy i z którym mijaliśmy się na odnowie biologicznej na stadionie, był Michał Lulek. Pan Michał nazywany był „Napoleonem Lubina”. Raczej nikt z nas nie wspomina go miło. To był człowiek, dla którego liczyła się tylko kasa.

Z tego co pamiętam i z opowieści innych, Jerzy Koziński to był prawdziwy prezes. Potrafił dużo załatwić, szczególnie u włodarzy KGHM.

Gdy zdobywaliście wicemistrzostwo, jak do Was podchodzili działacze?? Propozycje kontraktów, jakieś rozmowy o przyszłości? Jak to wyglądało z perspektywy zawodnika?

O to chodzi, że kompletnie nic się takiego nie działo. Liczyła się pierwsza drużyna, a na nas mogli zarobić poprzez sprzedaż lub wypożyczenie. Mieliśmy odczucie, że byliśmy piątym kołem u wozu. Gdy zdobywaliśmy wicemistrzostwo, to niektórzy z nas kończyli szkoły.

Był temat, żeby pomogli nam w załatwieniu pracy w KGHM, ponieważ niektórym się nie przelewało. Pamiętam, jak pisałem podanie do zarządu z prośbą o pomoc, oczywiście ze wsparciem trenera Lewandowskiego, ale nawet w tym nam nie pomogli.

Kto wiódł prym w szatni waszej drużyny?

W drużynie juniorów takimi hersztami bandy byłem ja, Grzesiek Waszkiewicz, Marcin Kocik, Tomek Szewczuk. Nie było to na zasadzie jakiegoś zastraszania, ale pilnowaliśmy pewnych zasad, które obowiązywały w szatni, czyli młodzi noszą sprzęt, myją piłki po treningu itp. Takie piłkarskie zasady. Pamiętam, jak swego czasu przyszedł do nas Arkadiusz Zeler z Chojnowianki i nie chciał się podporządkować regułom, więc z Grześkiem Waszkiewiczem wpakowaliśmy go do szafki ubraniowej i troszkę go tam przytrzymaliśmy. Po tej sytuacji został nawrócony.

Pamięta Pan jakieś anegdoty lub śmieszne sytuacje z obozów, meczów, podróży autokarem?

Na obozie w Mikołajkach byliśmy w pokoju w pięciu: ja, Waszka, Kocik, Marek Poraszka i Marcin Janik. Często graliśmy w pokera na pieniądze. Oczywiście graliśmy w czterech na Janika, bo miał najwięcej kasy na obozie. Była godzina trzecia w nocy, Janik walczył ostro, Marek Poraszka odpadł i zasnął.

Na obozie mieliśmy rygorystyczne zasady. Kto się spóźnił na trening, ten miał karę biegową. Pierwszy trening był o godzinie 7:30, więc postanowiliśmy wkręcić Marka. Ubraliśmy getry, spodenki i zaczęliśmy budzić Marka i krzyczeć, że zaspaliśmy na trening. Marek Poraszka ubrał się w 20 sekund i wybiegł z budynku a tam ciemno i głucho. Jak sobie przypomnę tę sytuację, to do tej pory łzy mi lecą ze śmiechu. Zachowanie i mina Marka były bezcenne.

Druga sytuacja, którą pamiętam, była podczas jazdy na obóz do Miejskiej Górki z trenerami Draganem i Wiśniewskim. Siedzimy z tyłu autokaru: Ja, Waszka, Tomek Szewczuk i Marcin Kocik, nagle patrzymy, a za autobusem jadą dwie laski w maluchu, więc wpadliśmy na pomysł, że pokazujemy im tyłki przez szybę. Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy. Dojeżdżamy na obóz, a te laski skręcają za nami. Okazało się, że były to żony trenerów. Później musieliśmy przepraszać…

Który trener ukształtował najbardziej Pana jako zawodnika i dlaczego?

Trenerem, który miał największy wpływ na moje ukształtowanie, był trener Janusz Stańczyk. Składa się na to wiele czynników. Jednym z głównych jest to, że został moim trenerem gdy byłem młodym chłopcem i trenował mnie najdłużej. To on uczył nas dyscypliny, odpowiedzialności, samodzielności, prowadził mnie w “najgorszym” wieku dla młodego człowieka.

Chodził do naszych wychowawców. Sprawdzał, jak się uczymy. Kto miał słabsze oceny, musiał je poprawić, bo inaczej nie mógł trenować. Na obozach musieliśmy dbać o higienę osobistą, prać sobie ubrania itp. Trener Stańczyk był takim drugim tatą dla mnie (mój tata akurat wyjechał za granicę, jak zaczynałem treningi w Zagłębiu). Zawsze mogłem się zwrócić do niego o pomoc czy poradę, nigdy nie odmówił.

Tak na marginesie to myślę, że byłem jego pupilkiem. Kiedy trzeba było coś pomóc, załatwić to byłem pierwszym, do którego trener się zwracał, więc jakieś zaufanie musiałem mieć.

Do kiedy był Pan w Zagłębiu? Proszę też opisać, jak doszło do przejścia do Promienia Żary?

W 1996 roku zdobyliśmy wicemistrzostwo. Mogliśmy w nowym sezonie powalczyć o mistrzostwo, ale stało się inaczej i zaczęła się rozbiórka. Sezon 1996/1997 rozpocząłem w Zagłębiu, ale to już nie było to, był bałagan.

Po pierwszej rundzie dostałem telefon z Promienia Żary, abym przyjechał na sparing. Akurat był mecz z Górnikiem Polkowice, którego trenerem był Mirosław Dragan. Na sparingu zaprezentowałem się pozytywnie i prezes Sędziak z trenerem Eugeniuszem Gabasem zaprosili mnie do gabinetu celem podpisania umowy. Było to wypożyczenie półroczne, szczegółów nie znałem. Z Promieniem zajęliśmy 3 miejsce w 3 lidze, działacze oraz sztab szkoleniowy byli ze mnie zadowoleni i zdecydowali się mnie wykupić z Zagłębia. Promień nie miał jednak takich pieniędzy, więc moją kartę zawodniczą wykupił biznesmen.

Pojechaliśmy do Lubina razem w celu omówienia mojego transferu. Pan biznesmen po pięciu minutach wyszedł z gabinetu Pana Lulka uśmiechnięty. Byłem ciekawy, za ile zostałem sprzedany, więc go zapytałem. Pan biznesmen uśmiechnął się i tylko mi powiedział, że jest to mało ważne i kwota transferu jest o połowę mniejsza, niż zakładał, ale musiał część pieniędzy dać pod stołem.

W Żarach spotkałem Andrzeja Niedzielana, razem walczyliśmy o skład. Paradoksem jest to, że ja wygrywałem tę rywalizację. Grałem we wszystkich meczach od 1 do 90 minuty. Jednak to Andrzej zrobił karierę, ale w 100% mu się to należało, był bardzo poukładanym i zawziętym człowiekiem.

Andrzej i Mariusz Lewandowski to osoby, które jakby zostały w Zagłębiu, prawdopodobnie skończyłyby tak jak ja, jeśli chodzi o grę w piłkę. Muszę powiedzieć, że Zagłębie zrobiło im przysługę, ponieważ obydwaj zrobili kariery reprezentacyjne.

Dudkiewicz Promien Zary z Mama
Daniel Dudkiewicz w barwach Promienia Żary i jego mama

Dalsza kariera. Proszę opisać poszczególne kluby, w których Pan występował?

W Żarach pograłem jeszcze pół roku, wtedy biznesmen zdecydował się wytransferować mnie do Francji do ligi regionalnej. Po roku wróciłem do Polski i zostałem wypożyczony do 4 ligowego ŁKS Łęknica.

Dudkiewicz Roanne Matel Sport FC (Francja)
Daniel Dudkiewicz wraz z działaczami Roanne Matel Sport FC (Francja)

Pierwsze pół roku tam mieszkałem, później tylko dojeżdżałem na mecze. Ciężko było z tego wyżyć, więc dostałem się do pracy. Pewnej niedzieli z rana zadzwonił do mnie Dariusz Błąd, tata Adriana, który był moim sąsiadem. Poprosił, żebym pojechał z nim na mecz i zagrał. Pojechałem, strzeliłem trzy bramki i tak przez następne 15 lat byłem zawodnikiem Orkana Szczedrzykowice.

Czym aktualnie się Pan zajmuje?

Do niedawna byłem grającym trenerem Zametu Przemków, który gra w lidze okręgowej. Na szczęście kontuzje mnie omijały i dalej mogę się cieszyć grą w piłkę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

P