Alojzy Poloczek

Alojzy Poloczek ur. 25.05.1948 roku w Piekarach Śląskich. Wychowanek Cementu Raciborowice. Zawodnik takich klubów jak: BKS Bolesławiec, Zagłębie Lubin, GKS Jastrzębie, Śląsk Wrocław, Chrobry Głogów oraz Mieszko Ruszowice. Po zakończeniu kariery trener w Mieszku Ruszowice, Chrobrym Głogów, Płomieniu Radwanice i Dragonie Jaczów.

Alojzy Poloczek
Alojzy Poloczek

Jak trafił Pan na Dolny Śląsk i rozpoczął przygodę z piłką nożną?

Przeprowadziłem się z Górnego Śląska do Iwin wraz z całą rodziną, ponieważ najpierw brat, a później ojciec dostali pracę w Zakładach Górniczych „Konrad” w Iwinach. Na kopalni Konrad były lepsze perspektywy niż na Górnym Śląsku i staraliśmy się to wykorzystać. Brat dostał mieszkanie na nowym osiedlu w Iwinach i ściągnął nas wszystkich do siebie. Jak to bywa w życiu, my zostaliśmy, a on po jakimś czasie wrócił na Górny Śląsk.

Do pierwszej klasy podstawówki poszedłem już w Iwinach. W miejscowości nie było klubu, więc najbliżej miałem do Raciborowic. W tamtejszym Cemencie grał już mój brat Józef, który był bramkarzem, więc miałem przetarty szlak. Jeśli się nie mylę, to w wieku 15 lat grałem już w pierwszym składzie Cementu Raciborowice. Czasami jak była potrzeba, to grałem w drużynach młodzieżowych, bo ciągle miałem jeszcze wiek juniora.

Cement Raciborowice odznaka 2
Odznaka Cementu Raciborowice

W klubie z Raciborowic grał również mój szwagier, Henryk Kremzer. Z Cementu dostałem się do kadry Dolnego Śląska Juniorów m.in. z Kazimierzem Kucharskim z BKS-u Bolesławiec, z którym się zaprzyjaźniłem i do tej pory utrzymujemy ze sobą kontakt.

Jak trafił Pan do Reprezentacji Dolnego Śląska juniorów?

Pierwsze powołanie otrzymałem, jeszcze będąc zawodnikiem Cementu Raciborowice. Do reprezentacji trafiłem dzięki jednemu z trenerów Cementu, Brunonowi Zachariasiewiczowi, który mnie polecił i dobrze się znał z ówczesnym trenerem kadry juniorów. Dzięki temu miałem możliwość zaprezentowania swoich umiejętności.

Po przejściu do BKS-u już wspólnie z Kaziem Kucharskim (tutaj) jeździliśmy na zgrupowania i mecze. Z powodzeniem występowałem w Reprezentacji Dolnego Śląska Juniorów, w której grałem z późniejszymi zawodnikami pierwszej Reprezentacji Polski, Lesławem Ćmikiewiczem, Janem Tomaszewskim, Tadeuszem Nowakiem, czy innymi znakomitymi zawodnikami jak Zygmunt Peterek, Tadeusz Wanat czy Jan Wieczorkowski.

Pamiętam taką ciekawą anegdotę z obozu w Kołobrzegu, podczas którego ograłem w karty na pieniądze Janka Tomaszewskiego i po tej sytuacji trener zabronił nam tego rodzaju rozrywki. Tomaszewski myślał, że przyjechał chłopak z wioski i da się nim sterować. Ja nie pozwoliłem sobie nigdy w kaszę dmuchać. Później miło wspominałem, jak Janek grał w pierwszej reprezentacji i czułem dumę, że mogłem z nim grać w kadrze juniorskiej.

Jak trafił Pan do BKS-u Bolesławiec?

Do BKS-u trafiłem, po rozpoczęciu nauki w Bolesławcu. Rozpocząłem naukę w Szkole Górniczej i trafiłem do jednej klasy z Kazimierzem Kucharskim, z którym grałem wspólnie w kadrze wojewódzkiej juniorów. Ponadto trener kadry namawiał mnie do zmiany drużyny na lepszą. Cement grał wtedy w A klasie, a w BKS-ie mogłem grać w okręgówce. Działacze dogadali się między sobą i tak rozpocząłem przygodę w Bolesławcu.

Alojzy Poloczek i Kazimierz Kucharski w barwach BKS-u Bolesławiec
Alojzy Poloczek i Kazimierz Kucharski w barwach BKS-u Bolesławiec

Jak doszło do przenosin do Górnika Lubin?

Sytuacja podobna jak z BKS-em. Wspólnie z Kaziem Kucharskim rozpoczęliśmy naukę w lubińskim Technikum Górnictwa Rud. Po przyjeździe do Lubina mieszkaliśmy wspólnie w D-11 na Kombinacie. Zaczęliśmy trenować w KS Górnik Lubin, który później zmienił nazwę na Zagłębie. Nie ukończyłem jednak nauki w Technikum i skupiłem się na pracy i grze w piłkę. W ten sposób moje losy związały się z Lubinem.

Byłem młodym chłopakiem i wiadomo jakimi prawami rządzi się młodość. Młody człowiek chce żyć i się bawić. Z wyjazdami na mecze wiążę się wiele anegdot. Byłem swego rodzaju łącznikiem w drużynie między miejscowymi chłopakami a tzw. Ślązakami. Ja byłem organizatorem czasu powrotnego z meczów. Jestem samoukiem jeśli chodzi o grę na akordeonie czy gitarze. Znałem też wiele śląskich szlagierów, którymi umilałem czas powrotny. Prym ze mną wiedli Konieczny i Szendziołek.

Rudek Konieczny imponował mi na boisku i poza nim. Był wirtuozem piłkarskim, a poza boiskiem wspaniałym człowiekiem.

Alojzy Poloczek w Zagłębiu Lubin przed jednym z meczów
Alojzy Poloczek w Zagłębiu Lubin przed jednym z meczów

Kojarzy Pan mecz z dnia 5 grudnia 1966 roku?

Chodzi zapewne o barbórkowy mecz z Zagłębiem Sosnowiec, w którym strzeliłem bramkę i zremisowaliśmy 1:1. Do Lubina przyjechał wtedy lider ekstraklasy, może bez kilku podstawowych zawodników, ale dysponujący mocną kadrą. Objęliśmy prowadzenie w tym meczu po mojej bramce i całkiem dobrze się zaprezentowaliśmy. Mecz ten cieszył się dużym zainteresowaniem kibiców i był sporym wydarzeniem w mieście.

Pamięta Pan rozgrywki o Puchar Przyjaźni z 1967 roku?

Tak. Turniej ten odbywał się w Legnicy i brały w nim udział trzy drużyny wojsk radzieckich, dwie MZKS Legnica, Sparta Jawor, Górnik Złotoryja, Spartak Legnica i my. W dniu 1 maja 1967 roku w meczu finałowym na boisku Spartaka Legnica rozegraliśmy mecz z pierwszym zespołem Domu Oficera AR. Zwycięską bramkę zdobył wtedy Rudek Konieczny. Pamiętam, że nie wykorzystaliśmy też karnego oraz kilku dogodnych sytuacji do podwyższenia rezultatu meczu.

Zdobyliśmy kryształowy puchar widoczny na zdjęciu oraz daliśmy sporo radości publiczności, która dopingowała nas żywiołowo. Wiadomo jakie znaczenie miały wygrane w takich meczach.

Alojzy Poloczek z Pucharem Przyjaźni 1967 dla ZL
Alojzy Poloczek z Pucharem Przyjaźni 1967 dla Zagłębia Lubin

Półroczne zawieszenie w Zagłębiu Lubin i pobyt w GKS-ie Jastrzębie. Co doprowadziło do takiej sytuacji?

To jest ciekawa historia. W Lubinie musiałem się stawić do WKU (wojskowa komisja uzupełnień) na komisję. Złożyło się to również z półrocznym zawieszeniem w Zagłębiu Lubin, które dotyczyło mojego wesołego podejścia do życia.

Tam na komisji poznałem chłopaka, który był zawodnikiem Jastrzębia i odbywał służbę wojskową w lubińskim WKU. Ten chłopak zaproponował mi grę w Jastrzębiu oraz pracę na kopalni. Nie minęło dwa tygodnie, a działacze z Jastrzębia się do mnie odezwali i zaprosili mnie na testy. Zagrałem tam w dwóch sparingach i spodobałem się im na tyle, że dołączono mnie do drużyny.

Wyjechałem razem z drużyną na obóz przygotowawczy do Zakopanego. Przyjęto mnie w drużynie jak swojego. Znałem wiele śląskich szlagierów i potrafiłem rozbawić piłkarską brać. Ligową jesień 1970 roku spędziłem w Jastrzębiu i otrzymałem pracę w Kopalni Moszczenica. Zacząłem grać dla miejscowego GKS-u. Przebywałem tam tylko sześć miesięcy i po zakończeniu mojego zawieszenia w Lubinie powróciłem do Zagłębia. Faktycznie jednak z marszu trafiłem do jednostki wojskowej w Jeleniej Górze.

Przerwa na wojsko i pobyt w Śląsku Wrocław. Jak to wyglądało z Pana perspektywy?

Do wojska trafiłem zimą 1970 roku i zostałem przydzielony do jednostki w Jeleniej Górze. Na “unitarce” byłem weryfikowany podczas testów pod kątem przydatności do Śląska Wrocław i jeździłem wraz z grupą kilku żołnierzy do Wrocławia. Wraz ze mną do wojska trafił Ryszard Sambor, który był bramkarzem. Po odbytych testach i złożonej przysiędze trafiłem od razu do Wrocławia i tam zostałem skoszarowany, a od przygotowań wiosennych 1971 r. trenowałem z pierwszą drużyną.

W Śląsku spotkałem starych znajomych, czyli Janka Tomaszewskiego, Tadeusza Wanata i Zygmunta Peterka, z którymi grałem w wojewódzkiej kadrze juniorów. Pamiętam, że w lutym 1971 roku pojechaliśmy na obóz przygotowawczy do Świeradowa. W Śląsku Wrocław poznałem Wernera Peterka, który przyszedł wtedy z Piasta Nowa Ruda i był bratem Zygmunta. W wojsku miałem wszystko ułożone pod grę w klubie, stołowaliśmy się w wojskowej kantynie. Poznałem tam również Stanisława Gruszkę, który grał w tym czasie w drugiej drużynie.

Śląsk Wrocław był wtedy w drugiej lidze i nie pograłem tam za wiele, ale ciągle byłem przy pierwszej drużynie. W drugiej drużynie zagrałem również parę meczów ze Stanisławem Gruszką. Mój epizod we Wrocławiu trwał niecałe sześć miesięcy. Moją osobą zainteresowali się działacze Chrobrego i zaproponowali mi przenosiny do Głogowa.

1971 Alojzy Poloczek w Śląsku Wrocław
Alojzy Poloczek w Śląsku Wrocław 1971 (Zdjęcie z kolekcji Krzysztofa Mielczarka)

Jak trafił Pan do Chrobrego Głogów?

Do Chrobrego przychodziłem w 1971 roku razem ze Stanisławem Gruszką, z którym poznałem się we Wrocławiu. Działacze klubowi Chrobrego załatwili nam przeniesienie do  głogowskiego garnizonu, a nadzorował to wszystko śp. Tadeusz Tokarz, który był kierownikiem drużyny. Do końca służby wojskowej byłem zawodnikiem Chrobrego Głogów. Jak przychodziłem, to trenerem był śp. Stanisław Hrymnak. W Głogowie mieliśmy wzloty i upadki. Trzecią ligę zdobywaliśmy z trenerem Zachariasiewiczem.

Pamiętny też był rok 1974. Graliśmy o awans do drugiej ligi, co byłoby wówczas wyczynem. Potrzebowaliśmy zwycięstwa z Olimpią Poznań. Było już 2:0 dla nas, ale niestety skończyło się 2:2. Byliśmy wtedy bardzo pewni siebie i prawdopodobnie to nas zgubiło. Mieliśmy zgraną i charakterną drużynę. Będąc kapitanem, starałem się dbać o swoją drużynę, co nie zawsze podobało się działaczom. Potrafiłem mówić o wielu rzeczach otwarcie.

Niestety skończył się pewien etap w Głogowie i doszło do przebudowy drużyny. Skorzystałem z propozycji trenera Zachariasiewicza i przeszedłem do Mieszka Ruszowice.

Alojzy Poloczek Chrobry Głogów
Alojzy Poloczek z drużyną Chrobrego po awansie do III ligi

Ostatni przystanek w piłkarskiej karierze przypadł na Mieszko Ruszowice. Jak do tego doszło? 

Skorzystałem z propozycji trenera Zachariasiewicza. Był to mój ostatni klub w piłkarskiej karierze, a zarazem pierwszy w trenerskiej przygodzie. Będąc w Ruszowicach, zrobiłem sobie trenerski kurs. W późniejszym okresie byłem grającym trenerem.

Definitywnie z graniem skończyłem w meczu w Chojnowie z miejscową Garbarnią bodajże w 1976 roku. Skręciłem tam staw kolanowy i to zakończyło moją karierę zawodniczą.

Praca w roli trenera

Jak wspomina Pan kluby, które trenował?

W Mieszku Ruszowice stawiałem swoje pierwsze trenerskie kroki. Z tą drużyną zrobiłem awans od A klasy do IV ligi. W Ruszowicach była fajna rodzinna atmosfera oraz spore zainteresowanie klubem.

Po sukcesach w Ruszowicach otrzymałem propozycję trenowania drużyny młodzieżowej Chrobrego Głogów. Przez ponad rok opiekowałem się zawodnikami z Ligi Dolnośląskiej Juniorów. Moja żona Lucyna była kierownikiem tej drużyny.

Później zacząłem trenować Płomień Radwanice. Miałem fajną grupę młodych chłopaków, którzy reprezentowali całkiem przyzwoity poziom. Z tamtych lat pamiętam mecz o Puchar Polski z rezerwami Chrobrego. Drużyna z Głogowa przyjechała do nas w bardzo mocnym składzie. Połowę zawodników stanowili piłkarze z pierwszego składu. Pokonaliśmy ich 8:0, jeśli się nie mylę. Wtedy też w oko działaczom z Głogowa wpadł mój podopieczny, Henryk Gałka, który trafił do głogowskiej drużyny.

Kolejnym, a zarazem ostatnim etapem był Dragon Jaczów, gdzie spędziłem 3-4 lata i na tym klubie zakończyłem swoją trenerską przygodę. Zrezygnowałem ze względu na zdrowie.

Chciałbym bardzo podkreślić, że wszędzie gdzie byłem trenerem, zależało mi zawsze na atmosferze i skonsolidowaniu tego środowiska. Organizowaliśmy grille czy spotkania pomeczowe. Podczas powrotów z meczów zawsze towarzyszył nam śpiew. Bardzo dbałem o dobrą atmosferę w drużynie i wokół klubu.

Słyszałem ciekawą historię dotyczącą poznania przez Pana swojej małżonki. Proszę przybliżyć tę historię z Pana perspektywy. 

Moją przyszłą żonę poznałem na głogowskiej hali. Ja przychodziłem na trening, a ona akurat kończyła zajęcia piłki ręcznej. Punktem kulminacyjnym tej znajomości był pewien zbieg okoliczności. Moja przyszła żona była również sędzią piłkarskim i na obiektach Chrobrego miała sędziować mecz piłki nożnej kobiet, ale jedna z drużyn nie dojechała, więc mecz się nie odbył.

Sędzia Lucyna Poloczek
Sędzia Lucyna Poloczek

My w tym czasie szykowaliśmy się przed budynkiem klubowym do wyjazdu na mecz ze Stilonem Gorzów. Trener Bruno Zachariasiewicz znał Lucynę, więc powiedział do niej: „Co będziesz robić, jak Twojego meczu nie ma? Jedź z nami do Gorzowa. Może tam nie będzie liniowego, to sobie po sędziujesz”. No i pojechała. W autokarze było wolne miejsce akurat koło mnie, więc skorzystała z zaproszenia i tak sobie wspólnie siedzimy szczęśliwie do dziś. Po tylu latach naszego małżeństwa uważam to za cud i znak z góry.

Poloczkowie obecnie
Państwo Lucyna i Alojzy Poloczkowie

Post scriptum

Korzystając z okazji, chciałbym pozdrowić wszystkich moich kolegów z boiska, trenerów i działaczy, z którymi przez te wszystkie lata współpracowałem oraz nawiązywałem przyjaźnie. Miło było powspominać lata mojej młodości i gry w piłkę.


Od autora:

Dziękuję Państwu Poloczek za miłe przyjęcie w swoich progach oraz spotkania i przekazane materiały. Ukłony dla Krzysztofa Mielczarka za udostępnienie zdjęć z czasów gry Alojzego Poloczka w Śląsku Wrocław oraz dla Marcina Boratyna za cenne uwagi dotyczące GKS Jastrzębie.

Osobne podziękowania dla mojej żony Anny Bajaś-Kostka za wykonanie zdjęć Państwa Poloczek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

P